<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Historie pacjentek i pacjentów &#8211; Szpital na Klinach</title>
	<atom:link href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl</link>
	<description>Strona szpitala należącego do grupy NEO HOSPITAL</description>
	<lastBuildDate>Wed, 28 Jun 2023 12:26:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/wp-content/uploads/fav-50x50.png</url>
	<title>Historie pacjentek i pacjentów &#8211; Szpital na Klinach</title>
	<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Jolanta, rak endometrium</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/jolanta-rak-endometrium/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 03 Mar 2023 08:59:01 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=19046</guid>

					<description><![CDATA[<p>Trzeba walczyć o życie i koniec. Pomógł mi w tym internet.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/jolanta-rak-endometrium/">Jolanta, rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Operacja w krakowskim Szpitalu na Klinach, chemia, pięć tygodni radioterapii &#8211; pani Jolanta z Radomia swoją walkę z rakiem na tym etapie uważa za wygraną. Chce też opowiedzieć innym kobietom, jak się jej to udało.</strong></p>
<p>Rak endometrium u 60-letniej pani Jolanty zaczynał się niepozornie. Nie tak, jakby sobie człowiek mógł wyobrazić taką straszną chorobę. &#8211; Pojawiły się u mnie jakieś bóle pleców, nagle upławy. Nic specyficznego, mimo tego postanowiłam iść do ginekologa, zrobić cytologię &#8211; opowiada Jolanta.</p>
<p>W gabinecie okazało się, że cytologii nie będzie &#8211; co już źle wróżyło, a ginekolog od razu skierował ją do szpitala. Zgłosiła się na zabieg, podczas którego zostały pobrane próbki do badań histopatologicznych. &#8211; Po dwóch tygodniach dostałam wyniki: rak endometrium drugiego stopnia. To było wiosną ubiegłego roku. Świat rozkwitał, ja płakałam &#8211; wspomina.<br />
Pani Jolanta miała poczucie bezradności: miała diagnozę w ręku i brak wiedzy co robić dalej. A jeśli operacja, to kiedy i gdzie? Nic nie było wiadomo.<br />
&#8211; Ani terminu, ani konkretów. 19 kwietnia miałam tylko zgłosić się do szpitala i czekać. Ale na co? &#8211; zastanawiała się. &#8211; Cała komunikacja w szpitalu sprowadzała się do ciągu zdań: dzień dobry, ma pani raka, do widzenia. I tyle.</p>
<p>Jak wiele kobiet w takiej sytuacji siadła do internetu i zaczęła szukać informacji, czytać o swojej chorobie. Przypomniała sobie też, że kiedyś oglądała w telewizji jakiś program o robotach: &#8211; Taka audycja, chore kobiety o tym opowiadały.</p>
<p>Z Radomia najbliżej jest do ośrodków robotycznych w Warszawie. Odnalazła ich adresy, ale kobietom w jej sytuacji oferowały jedynie płatne zabiegi. W końcu wpisując w wyszukiwarkę &#8222;rak endometrium&#8221; internet wyrzucił informacje o krakowskim Szpitalu na Klinach.</p>
<p>Jolanta szukała też pomocy i informacji u swojego ginekologa. O krakowskiej placówce nie słyszał, proponował pomoc w dostaniu się do Warszawy, ale na klasyczną operację. Ale takiej właśnie pani Jolanta chciała uniknąć. Wybrała więc drugą opcję, czyli telefon do Krakowa.</p>
<p>Odebrała go pracownica szpitala, pani Agnieszka. Poinformowała, jakie dodatkowe badania trzeba mieć, żeby zgłosić się do szpitala na wizytę u lekarza, który na tej podstawie będzie mógł podjąć decyzję o zakwalifikowaniu jej do programu walki z rakiem wspomaganego z funduszy Unii Europejskiej. Dzięki temu wsparciu operacje dla pacjentek są bezpłatne.</p>
<p>Pod koniec kwietnia była już w Krakowie. Zbadał ją ginekolog, przeprowadził wywiad, została włączona do programu.<br />
&#8211; To całe czekanie na decyzję to była dla mnie masakra. Wolałabym, żeby to wszystko szło szybciej. Żeby to zrobić i mieć spokój &#8211; opowiada.<br />
&#8211; Pamiętam, jak obudziłam się rano, już po operacji. Lekarz badał mi ciśnienie, dowiedziałam się, że wszystko jest w porządku, macica, jajniki, węzły chłonne zostały usunięte &#8211; wspomina.</p>
<p>Syn i mąż czekali na informacje o jej stanie. Jak się okazało za panią Jolantą był dopiero pierwszy etap walki z chorobą, gdyż potrzebna była jeszcze chemia i radioterapia.<br />
Na zmianę wozili ją na te zabiegi do Krakowa. &#8211; Miałam dobrą opiekę i wsparcie &#8211; wspomina.<br />
Radioterapia trwała pięć tygodni. Był już czerwiec. Przyjmowała ją, mieszkając w hotelu nieopodal krakowskiego szpitala. Takie leczenie to wysiłek dla człowieka. A i organizm był już wyczerpany udręką, tym że jej myśli krążyły tylko wokół raka. A tu taka wiosna wokół, chciałoby się i sałatkę ze szczypiorkiem i owoców pojeść. Ale nie można, bo przy radioterapii trzeba trzymać dietę i naprawdę bardzo uważać na to, co się je &#8211; wspomina. Nie wolno np. surowych rzeczy. &#8211; Przy naświetlaniach brzucha można tylko ugotowane, mało tłuszczu, bo jelita nie pracują normalnie. A tu tak kusiło, żeby akurat wtedy skubnąć sałaty. Wtedy najbardziej. Koleżanki rzuciły się na czereśnie i truskawki. To dopiero było! Bo tu trzeba było wstrzemięźliwość utrzymać. Ja dałam radę. Po radioterapii nie miałam ani oparzeń, ani innych złych rzeczy &#8211; opowiada.</p>
<p>Po zabiegu i dalszym leczeniu już dwa razy była na konsultacjach w Szpitalu na Klinach. Wyniki są dobre.</p>
<p>&#8211; Patrzę już spokojniej na to, co przeszłam. Po samej operacji czułam się świetnie &#8211; jak na ten stan. Nic mnie nie bolało, na trzecią dobę mogłam iść do domu. Nie bałam się, że mi się szew po operacji rozejdzie, bo go nie było. W domu dałam radę ugotować sobie zupkę, byłam zachwycona &#8211; cieszy się nawet teraz.<br />
Wspomnienie o &#8222;rozchodzących się szwach&#8221; nie jest przypadkowe. Jej koleżanka miała raka jajnika i została zoperowana w sposób klasyczny. Nawet dwa lata poza biegu odczuwała ból w podbrzuszu, bardzo długo dochodziła do siebie. &#8211; A ja co? Czwartego dnia zupkę sobie gotowałam. Jak jej opowiadałam, jak się czuję, to nie wierzyła &#8211; mówi Jolanta.</p>
<p>Mniejsza urazowość to tylko jedna z przewag, jakie mają operacje robotyczne nad tymi klasycznymi. Pani Jolanta jesienią ubiegłego roku wróciła do pracy. Jej przyjaciółka, w lipcu &#8211; czyli dwa lata po zabiegu &#8211; nie była w stanie. Nie dawała rady. &#8211; Gdy u mnie minęło dwa miesiące, to ja już sobie podjechałam autem, zakupy sobie robiłam. Z niczym nie było problemu. Stanu mojego i przyjaciółki w ogóle nie było co porównywać. Te operacje robotyczne to rewolucja! &#8211; podkreśla Jolanta.<br />
Z jej perspektywy najgorsze w tym raku były skutki chemii. Złe dni po jej przyjęciu, kiedy nie ma siły na nic. Strata włosów. Jak tu chodzić w peruce, gdy lato i gorąc? Pot się leje człowiekowi po głowie i spływa na oczy. A całkiem łysym pokazywać się ludziom to drugi dramat. Jolanta opowiada, jak zmartwiona patrzyła każdego dnia w lusterku na swoją głowę. Czekała i martwiła się, czy włosy odrosną. Opowiada też o koleżance z rakiem piersi i długimi, pięknymi włosami, która próbowała ratować je czepkami chłodzącymi. Ale też jej wyszły. A Jolanta w lutym idzie do fryzjera, bo wreszcie, po wielu miesiącach ma co obcinać.</p>
<p>&#8211; W takim stanie i przy takiej chorobie każda mała radość podbudowuje &#8211; wyjaśnia. &#8211; Z perspektywy tych miesięcy walki z rakiem czasami wydaje mi się, że akurat ja to wygrałam los na loterii. Trafiłam do krakowskiego Szpitala na Klinach, dostałam szybką i profesjonalną opiekę. Mnie się udało, ale czy tak powinno być? Myślę, że trzeba jeszcze wielu starań i inicjatyw, żeby to był standard dla wszystkich kobiet chorych na raka w Polsce &#8211; podkreśla Jolanta.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/jolanta-rak-endometrium/">Jolanta, rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Anna 45 lat rak szyjki macicy</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/anna-45-lat-rak-szyjki-macicy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2022 13:18:21 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18810</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zostawili mnie samą z taką przytłaczającą diagnozą, onkologa miałam sobie szukać sama.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/anna-45-lat-rak-szyjki-macicy/">Anna 45 lat rak szyjki macicy</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Anna nie kryje oburzenia tym, z jak wielką znieczulicą spotkała się w szpitalu w swoim mieście, gdy okazało się, że ma raka. Lekarze nawet nie wystawili jej karty DILO, która uprawnia do szybkiej ścieżki diagnostycznej. Onkologa też miała sobie szukać sama.</p>
<p>– Nic. Dosłownie nic dla mnie nie zrobili, tylko wystawili mnie za drzwi z diagnozą: Ma pani raka-opowiada pani Anna, mieszkanka zachodniej Polski.<br />
U ginekologa była ostatnio w maju. Miała cytologię, wyszła taka sobie. W sierpniu poszła na kolejną – tym razem była to cytologia płynna, która miała dać lepszy obraz sytuacji. Faktycznie coś się dzieje – usłyszała po dwóch miesiącach od ostatniej wizyty od swojej ginekolog. Okazało się ,że to „rodzący się mięśniak. Dostała skierowanie do miejscowego szpitala, w którym odbył się zabieg usunięcia tego mięśniaka. Pozostało czekać na   wyniki badania histopatologicznego. Po pięciu tygodniach wynik trafił do szpitala. W obrębie usuniętej zmiany wykryto komórki rakowe, a mięśniak okazał się być polipem. W tym samym czasie przyszedł również wynik  cytologii płynnej. Okazało się ,że wyszedł dobry ,żadnych komórek rakowych. Po tym wszystkim uważa ,że ta niby bardziej „szczegółowa” cytologia to ściema i strata pieniędzy.<br />
– Dla mnie szybkość tych zmian nowotworowych była szokująca. W maju nic nie wskazywało na problemy. Potem, co prawda, pojawiły się jakieś plamienia między okresami i śluz był taki dziwny… – Ginekolog mówiła, że to nadżerka, że stan zapalny, który należy załagodzić – wspomina Anna. Na tak dramatyczny rozwój wypadków w żadnym razie nie była gotowa.<br />
– Najbardziej zszokowała mnie rozmowa z miejscowym ordynatorem. Wręczył mi wyniki histopatologiczne, ja zdrętwiała ze strachu czytam je, zadaję dodatkowe pytania. Jestem w szoku ,nie mogę pozbierać myśli …..Oznajmił mi, że sama mam sobie poszukać poradni onkologicznej, bo z jego strony to już wszystko, co miał mi do przekazania i co może dla mnie zrobić – opowiada.<br />
– To było dla mnie takie szokujące doświadczenie, którego się nie spodziewałam. Zostałam  sama z tym stresem i przytłaczającą, informacją. Nie wiem, kto  specjalizuje się  w leczeniu takich chorób, komu zaufać. Mój  świat runął w ciągu dziesięciu minut…..</p>
<p>Anna została z diagnozą sama. Nie wiedziała, gdzie ma dalej iść. Czy szukać specjalistów w Zielonej Górze, a może we Wrocławiu?</p>
<p>– Ja po prostu nie wiedziałam, jak mam to wszystko zorganizować?? – mówi.</p>
<p>– Zrozumiałam jedno: jak w tym systemie masz znajomości, zostaniesz potraktowana dobrze, znajdą się terminy i miejsce w kolejce do lekarza .</p>
<p>Gdy wspólnie z mężem ochłonęli trochę po tych złych nowinach, przeszukiwali internet, żeby poczytać o chorobie Anny i może tam znaleźć jakąś podpowiedź, co robić dalej.</p>
<p>– Mój maż wpisał w wyszukiwarkę najprostszą frazę: „rak szyjki macicy”. Wyskoczyły informacje o „Szpitalu na Klinach”, którego nazwa jeszcze wtedy niewiele nam mówiła. Otworzyliśmy  stronę. Poczytaliśmy o operacjach robotycznych. Dowiedzieliśmy się, jakie są zalety tego nowego systemu operacyjnego. Operuje się nim dokładniej, szybciej, że kobiecie łatwiej dojść do formy ,że jest mniej powikłań. Podobne zabiegi oferowała też prywatna klinika w Warszawie. Ale tam zabieg kosztował ok. 30 tysięcy złotych, a do tego były opłaty za każdy dzień pobyty po tysiąc złotych – relacjonuje Anna.</p>
<p>A w Krakowie operacja bezpłatna, w tym znaczeniu, że opłacona z unijnego grantu badawczego (program wart jest kilkanaście mln zł) i dlatego pacjentki nie płacą za zabiegi.<br />
– Zadzwoniliśmy do Krakowa. Już po pierwszej rozmowie uspokoiłam się , bo wszystko nabrało sensu. Pani Agnieszka wysłuchała nas, poinformowała o wszystkim, uspokoiła. Skoordynowała wizytę rezonansu(w Krakowie oczywiście) z wizytą konsultacji w szpitalu. Wreszcie przestałam czuć się taka osamotniona w tym nieszczęściu – opowiada Anna.<br />
Pierwsza wizyta w Szpitalu na Klinach, ta na miejscu, w Krakowie pod pewnymi względami była dla niej szokiem. Trafiła do dr n.m.Krzysztofa Mawlichanowa. Jego podejście do niej, jako pacjentki, sposób w jaki ją badał, rozmawiał, tłumaczył – ani przez sekundę nie zapominając, a wręcz troszcząc się o jej komfort podczas badania, były dla niej szokującym doświadczeniem. W sensie pozytywnym, oczywiście. Doktor  wszystko jej wytłumaczył i to bez oznak zniecierpliwienia. Przedstawił  konkretne etapy leczenia.</p>
<p>Kolejnym szokiem było dla niej to, jak wnikliwie doktor  podszedł do wyników jej badań. Zadzwonił  przy niej do radiologa, który opisywał wyniki rezonansu. Dopytywał o szczegóły, upewniał się. Dopiero po tym dodatkowych konsultacjach  i  kolejnym badaniu przez profesora  Kazimierza Pityńskiego ,Anna usłyszała, że została zakwalifikowana do operacji w krakowskim ośrodku.<br />
– Powoli docierało do mnie, że czeka mnie radykalna histerektomia. Że to oznacza usunięcie macicy, jajników i absolutnie wszystkiego. Ale z drugiej strony pomyślałam sobie: a po co mi ta macica? To źródło cierpień, siedlisko polipów, mięśniaków, no i raka. Mam 45 lat, więcej dzieci  już nie planowałam. Niech wreszcie skończą się te miesiączki, ból i ten przerażający obezwładniający umysł lęk i stres – podkreślała stanowczo.</p>
<p>Już po operacji, którą zniosła bardzo dobrze, dowiedziała się, że fakt, iż zdecydowała się na operację robotyczną miał dodatkowe, niebagatelne znaczenie. Jej budowa anatomiczna była taka, że pęcherz moczowy znajdował się w niebezpiecznej bliskości macicy.</p>
<p>&#8211; Z tego powodu, że zabieg wykonywał prof. Pityński – który, jak się dowiedziałam – jest bardzo dokładnym operatorem – i przez to, że precyzja robota pozwala odpreparować jedną strukturę od drugiej, obyło się bez komplikacji. Czy przy otwartej operacji byłoby tak samo? Myślę ,że nie ….</p>
<p>24  października była już po zabiegu i wracała do domu. Szczęśliwa, że na tym etapie kończą się jej problemy. Wyniki histopatologiczne pobranego  materiału wyszły pomyślnie. Nie było przerzutów. Dostała skierowanie na leczenie uzupełniające, czyli brachyterapię. Miała mieć trzy sesje i pomimo odległości zdecydowała się odbywać je w Krakowie, w Szpitalu Uniwersyteckim. Czyli praktycznie na drugim końcu Polski.<br />
Dlaczego? -W naszym rejonie (zachodnia Polska)nie ma  specjalistów, wykwalifikowanych lekarzy z doświadczeniem i ogromną wiedzą  oraz  szpitali ,które oferują takie usługi jak szpitale w Krakowie. Jest to uważam szokujące i strasznie niesprawiedliwe w stosunku do pacjentów onkologicznych ,którzy  zostają sami ,bez należytej opieki medycznej , sprzętu medycznego, standardów, wsparcia ,szybkiej i konkretnej  pomocy.</p>
<p>Nie chodzi tylko o to, że jeden to szpital publiczny, a drugi prywatny. Bo radioterapię miała w Szpitalu Uniwersyteckim, czyli też publicznym ośrodku. A od każdego pracownika doświadczyła ogromnego szacunku i pełnego profesjonalizmu.</p>
<p>– To wszystko tak szybko w Krakowie się odbyło,  że aż trudno mi uwierzyć, że miałam raka. Dzięki pomocy i ogromnemu wsparciu P.Agnieszki ,Doktora Krzysztofa ,pielęgniarkom pracującym w Szpitalu na Klinach, mój koszmar przerodził się w NADZIEJĘ –dodaje  szczęśliwa ,kończąc rozmowę .</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/anna-45-lat-rak-szyjki-macicy/">Anna 45 lat rak szyjki macicy</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Aldona, 70 lat, rak endometrium</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/aldona-70-lat-rak-endometrium/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 05 Dec 2022 12:17:09 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18793</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z rakiem trzeba działać od razu. Wiem, bo już trzeci raz na niego choruję.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/aldona-70-lat-rak-endometrium/">Aldona, 70 lat, rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Pani Aldona z okien domu patrzy na płot, który w tym roku chciała pomalować. Nasadzić w ogródku nowe rośliny. – Trzeba było wszystko odłożyć, bo od wiosny walczyłam o życie z kolejną chorobą nowotworową – opowiada pani Aldona.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">– Gdy syn zobaczył, w jakim stanie wyszłam po odebraniu wyników histopatologii chyba domyślił się wszystkiego. Że co najgorsze, to nam się przytrafiło – wspomina pani Aldona, emerytowana nauczycielka spod Łodzi.<br />
To było w kwietniu tego roku. Nic nie zapowiadało tragedii. W grudniu 2021 pani Aldona była u swojego ginekologa na rutynowym badaniu. Zrobiła cytologię, miała USG. Wyniki wszystkich badań były dobre. Ale w marcu zaczęło się plamienie. Niby niewielkie, takie nieznaczne, ale jednak było. Kobieta po raz kolejny poszła do ginekologa. Ten, zważywszy na objawy, od razu wystawił jej skierowanie na łyżeczkowanie do miejscowego szpitala.  Tam, podczas zabiegu, okazało się, że operujący znaleźli polip, który przy tej okazji usunęli. A wycinki, zgodnie z procedurą, posłali do badań histopatologicznych.<br />
Po kilku tygodniach oczekiwania, 12 kwietnia, tuż przed Wielkanocą, przyszedł wynik tego badania. – Tym razem w pójściu na wizytę towarzyszył mi syn. Do gabinetu – wiadomo – weszłam sama, ale gdy go opuściłam i syn zobaczył, w jakim jestem stanie wszystkiego się domyślił. To znów był rak. Obydwoje wiedzieliśmy jedno: trzeba od razu działać i wziąć się z tym choróbskiem za bary – opowiada pani Aldona.<br />
Pani Aldona ma 70 lat pani, arytmię serca i cukrzycę. Więc od razu było wiadomo, że łatwo nie będzie. – Wróciliśmy do domu, zaczęliśmy szukać ratunku. Ja, syn, synowa. Zadzwoniliśmy też do córki, która mieszka w Łodzi. Wszyscy siedli od razu do komputerów – wspomina.<br />
– Roztrzęsiona byłam ogromne. Synowa Katarzyna i syn wszystko sprawdzali, każdą opcję. Rodzinnie zdecydowaliśmy, że potrzebna jest jeszcze druga konsultacja u lekarza. Poszłam do kolejnej ginekolog. Razem z tymi badaniami, wynikami histopatologii. Była zdziwiona obrazem, jaki się z nich wyłaniał. Zrobiła mi kolejne USG i powiedziała, że gdyby nie było potwierdzenia od histopatologa to nie uwierzyłaby w tego raka. Bo  w obrazie na USG nic nie widać. Tylko taki jeden mały punkcik, który jej wyglądał na ślad po usuniętym polipie. A to był już rak – wzdycha.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">W tej sytuacji decyzja o wykonaniu radykalnej operacji była nieuchronna.<br />
Rodzina i sama pani Aldona chciała, żeby zabieg był jak najmniej bolesny. Jak najmniej inwazyjny. Myśleli o laparoskopii, ale w miejscowym szpitalu takiej opcji nie było. Może w Łodzi by się dało, ale łatwo by to nie poszło….<br />
Tymczasem pani Aldona dobrze zdawała sobie sprawę, czym jest choroba nowotworowa. W 2004 roku onkolodzy stwierdzili u niej raka piersi. – Trochę go sobie tam sama wyhodowałam. Czułam grudkę pod palcami, ale łudziłam się, że to nic poważnego, może jakiś tłuszczak – wspomina. Ale to nie był tłuszczak, tylko rak. Nie było wyjścia, straciła pierś, węzły chłonne pod pachami. Chciała tak bardzo żyć, że aż przesadziła z rehabilitacją, która jest konieczna po tak rozległej operacji. Tak dzielnie ćwiczyła, że do dziś jedną rękę – po tej stronie, gdzie miała mastektomię, ma grubszą w obwodzie o jakieś 8 do 10 centymetrów. Pół biedy, gdy nosi rozciągliwe, elastyczne stroje. Ale gdy już jest to np. płaszcz to staje się to kłopotliwe, bo ręka się po prostu ledwie mieści w rękawie. Ale jak to mówi pani Aldona „idzie przeżyć”. Po zabiegu miała radioterapię i chemioterapię. „Chemia” była dla niej koszmarem, czuła się po każdym podaniu tak okropnie, że brak słów, żeby to opisać.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Ale, ale… znacznie gorzej sytuacja wygląda z tym krzyżem na czole. Ma pani krzyż na czole? – pytamy z niedowierzaniem. – Tak, to też przez raka. Mam predyspozycję do znamion, kilka miałam na twarzy. Koło tego na czole zrobiła mi się krostka. To ja wycisnęłam.  I zaczęło się to rozrastać, ślimaczyć. Znów był onkolog i znów okazało się, że to rak. Operacja była taka, że po niej bolało mnie pół głowy. A na czole onkolog zostawił mi „błogosławieństwo”. Żeby wyciąć tego raka musieli ciąć mi czoło wzdłuż i w poprzek. I teraz jest po tym taki ślad w kształcie krzyża. Niezbyt widoczny, ale ja go widzę – opowiada.<br />
– I proszę sobie wyobrazić, gdy po latach, w maju znów usłyszałam, że mam raka. I znów czekam na operację. Szukaliśmy z rodziną takiego miejsca w Polsce, w którym mogłaby się ona odbyć z mniejszą szkodą, czy bólem dla mnie – relacjonuje.<br />
W internecie siedzi już cała rodzina. Przeczesują strony. Wynaleźli informacje o grancie Unii Europejskiej, który dostał Szpital na Klinach, dzięki czemu operacje robotyczne dla pacjentek są za darmo. Zanim rodzinnie zdecydowali się wyjazd do stolicy Małopolski przekonsultowali się jeszcze – na wszelki wypadek – u miejscowej ginekolożki. Dała zielone światło: „niech Pani próbuje” – powiedziała.<br />
– Czytaliśmy o tym szpitalu w Krakowie, ile się dało. Dosłownie wszystko. Ja już w wyobraźni go miałam. Zwolniliśmy więc termin zabiegu w miejscowym szpitalu, bo ja już tylko tam chciałam się dalej leczyć – opowiada kobieta.<br />
– Pierwsze wrażenie po przyjeździe, to takie zaskoczenie „jak tam jest czuściutko”. A jadąc do Krakowa, to ja już się nie denerwowałam. Wierzyłam, że jak już mnie zakwalifikowali do tego robota to będzie dobrze – wspomina.<br />
Już w Krakowie, przed operacją została bardzo dokładnie przebadana przez anestezjologa. Trzeba było wziąć pod uwagę stan serca i cukrzycę, ale kwalifikacje przeszła pomyślnie.<br />
– Pamiętam, że jak już leżałam na stole operacyjnym, to rozglądałam się dookoła za tym </span><a href="https://www.zabiegidavinci.pl/" target="_blank" rel="noopener"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: #337ab7;">robotem</span></a><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">. I wtedy go zobaczyłam. I to była ostatnia rzecz, jaką widziałam przed uśpieniem – dodaje. Pamięta też, jak budziła się po zabiegu. Cała się trzęsła, tak jakby miała dreszcze. Po poprzednich znieczulaniach tak nie było. – Cóż, wiek robi swoje – wzdycha.<br />
Z Krakowa, ze szpitala, wyniosła wspomnienia o niesamowicie czułej i uważnej opiece personelu nad pacjentami. I to w każdym aspekcie, czy to od lekarzy czy pielęgniarek. – Była herbatka podana do łóżka i woda, co się chciało – wspomina.<br />
Pani Aldona przeszła już w Krakowie kolejne wizyty kontrolne. Wie, że wszystko jest w porządku. Ucieszyła się, że nie musiała mieć radioterapii. – Histopatologia pokazał, że był to  pierwszy stopień raka. Gdy wracałam z tymi informacjami już do domu, pomyślałam sobie, że znów mogę zacząć planować – uśmiecha się.<br />
Jak mówi, nie lubi zbyt długo siedzieć w jednym miejscu, więc na wiosnę przyszłego roku chciałaby pomalować płot, posadzić kwiatuszki, pogrzebać na grządkach. Jedyny problem ma teraz taki, że syn i synowa mają ją na oku i nie pozwalają się forsować. Radzą by więcej odpoczywała więcej, nie szarżowała. A ona już we wrześniu chciała kwiatki przesadzać. I cały czas się odgraża, że w przyszłym roku „nie odpuści niczego”.<br />
Choć trudno całkiem odciąć się jej od myśli, że babcia i trzy inne kuzynki zmarły na raka. Dlatego ona sama zdecydowała się na zrobienie badań genetycznych. Ma na nie pojechać do Łodzi. W lutym przyszłego roku.</span></p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/aldona-70-lat-rak-endometrium/">Aldona, 70 lat, rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Krystyna, Rak endometrium</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/krystyna-rak-endometrium/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 05 Dec 2022 12:09:56 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18779</guid>

					<description><![CDATA[<p>Do przychodni szłam ze łzami w oczach, diagnoza była dla mnie jak wyrok.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/krystyna-rak-endometrium/">Krystyna, Rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Gdy usłyszałam, że mam <a href="https://zabiegidavinci.pl/baza-wiedzy/rak-trzonu-macicy/" target="_blank" rel="noopener">raka endometrium</a>, przyśpieszenie kolejnych badań dosłownie wypłakałam. Tak nie powinno być, te wyniki powinny trafiać szybciej do pacjentek – opowiada Krystyna, przedsiębiorczyni ze Szczecina, która na operacje zdecydowała się w krakowskim Szpitalu na Klinach</p>
<p>Są wakacje, a Krystynę niepokoją małe plamienia. Idzie do ginekologa. Ten wystawia jej skierowanie na oddział ginekologii w Szczecinie. Tam poddana jest standardowej w takich sytuacjach procedurze – łyżeczkowania. Jest sierpień 2022 roku, na wyniki badań patomorfologicznych trzeba czekać trzy tygodnie. W końcu dzwonią z kliniki, zapraszają na dodatkową wizytę, ale nie na ginekologię tylko od razu mowa o przekierowaniu do poradni onkologicznej.<br />
– Wynik dostałam do ręki. Na tym druku przeczytałam, że to rak. Na schodach, o mało z nich nie spadłam – opowiada pani Krystyna. – Do przychodni szłam już ze łzami w oczach.<br />
Wzięła stamtąd skierowanie, następnego dnia miała mieć kolejna wizytę. Na noc ze strachem o życie i myślami o końcu wszystkiego została sama. – Weszłam do gabinetu. Ginekolog zrobiła mi jeszcze USG, założyła kartę DILO. Miałam mieć jeszcze prześwietlenie, rezonans i tomografię. Tylko RTG był szybko, kolejne badania zabierały tygodnie. Miałam z nimi wrócić do poradni przy klinice. Ale ja się już wtedy zniechęciłam tym traktowaniem.</p>
<p>Pani Krystyna – po przemyśleniu sytuacji – postanowiła poinformować o wszystkim rodzinę. Do siostry zadzwoniła. Do dzieci, a ma ich czwórkę też. Potem jeszcze do rodzeństwa. To był szok dla całej rodziny. Zadzwoniła też do swojej ginekolog, tej która skierowała ją na badania do kliniki. Tylko od niej usłyszała słowa, które wlały w nią trochę otuchy: „że to jeden z lżejszych raków” i ma „naprawdę się tak nie martwić”.<br />
Gdy siostra dowiedziała się o chorobie i traktowaniu pani Krystyny w Szczecinie, od razu siadła do internetu szukać informacji o dostępnym w Polsce metodach leczeniu takiej choroby. Od razu trafiła na wypowiedzi pacjentek, które opowiadały, jak same znalazły się w podobnej sytuacji i jak trafiły do krakowskiego Szpitala na Klinach. – Nawet nie doczytałam tego artykułu w internecie do końca. Tylko od razu wykręciłam numer i połączyłam się z Krakowem – opowiada Krystyna.<br />
Od pracownicy szpitala dowiedziała się, jakie ma dokumenty ma zgromadzić, kiedy możliwa jest pierwsza wizyta kwalifikująca.<br />
Choć nie miała jeszcze wyników wszystkich badań, została przyjęta. Wstępnie dowiedziała się na czym polega zabieg, jak on przebiega, jakie rezultaty są spodziewane.<br />
– Tu, w Krakowie miałam już rozpoczętą procedurę, a w Szczecinie nadal nie było skończonych badań. Rezonans miałam w 10 dni, ale już przygotowanie opisu tomografii wypłakałam. Pociekły mi łzy, żeby on był szybciej, bo nie da się bez jednego i drugiego operować – wzdycha na wspomnienie.<br />
Przed zabiegiem pani Krystyna miała jeszcze zaleconą wizytę u nefrologa i naczyniowca. Żeby nie być samej w tej sytuacji, wsiadła w pociąg i pojechała do Kołobrzegu, do siostry, z którą jest bardzo zżyta. – Miałam tam trochę się odprężyć. Kołduny polepić, bo ja w gastronomii działam. Zjadłam u niej śniadanie i nagle zrobiłam się taka blada, sztywna. Myślałam, że mam zawał serca – wspomina.<br />
Pani Krystyna trafiała do szpitala w Kołobrzegu. Okazało się, że to nie zawał, a zapalenie trzustki.<br />
– Do szpitala trafiłam na 10 dni. W tym czasie schudłam 7 kg. I już sama nie wiedziałam, czy to lepiej, że to ta trzustka, czy gorzej. Bo zawał serca to już jeden miałam – dodaje. – Ale w klatce piersiowej to mnie tak bolało, jakby to był zawał.<br />
Z pobytu w szpitalu w Kołobrzegu wróciła pełna szacunku do pracy pielęgniarek, o których teraz mówi, że „trzeba by aniołem, żeby to wszystko przetrzymać”. 30 października pani Krystyna wróciła do domu, do Szczecina.<br />
– Byłam jak w transie. Walizka spakowana, chciałam od razu wsiadać w pociąg i jechać do Krakowa. Żeby mnie tylko zakwalifikowali do tego programu unijnego. W końcu zadzwonił telefon, że mogę przyjechać. W pociąg wsiadłam o 5 rano i o 16 byłam już w szpitalu w Krakowie – dodaje.<br />
– Szpital na Klinach to był dla mnie szok. Po klinice w Szczecinie i szpitalu w Kołobrzegu. Dopiero tutaj poczułam się zaopiekowana. Miałam wsparcie od lekarzy i personelu. Kobietom potrzeba takich miejsc – podkreśla. – Teraz buzia mi się nie zamyka. Wszystkim opowiadam o tym szpitalu, bo uważam, że trzeba więcej takich miejsc i to ogólnodostępnych dla wszystkich. Przecież w klinice w Szczecinie robot też jest. Ale nie ma takich operacji dla kobiet, za darmo. W znaczeniu, że z pieniędzy z grantu unijnego. Teraz zaczęłam się tym tematem raka u kobiet i operacji bardziej interesować – dodaje.<br />
– W Krakowie byłam zaskoczona wszystkim. Biała pościel, jak w hotelu. Woda na stoliku. Ładna łazienka. Człowiek czuje się tam komfortowo – rozmarza się pani Krystyna. – Minus dałabym tylko za jedzenie. To dlatego, że jestem wymagająca. Prowadzę firmę gastronomiczną od lat. Na renomę swojej firmy gastronomicznej w Szczecinie pracowałam długie lata i wiem, co mówię. Śniadanie były dobre, ale obiad lepiej bym podała.  Zacznę od tego, że zupa była za słona – tak, wiem, jak to brzmi (śmiech).</p>
<p>Choroba zmieniła plany pani Krystyny. Po powrocie do Szczecina i po tym, jak potwierdzone zostało w kolejnych badaniach, że raka nie ma, chciałaby więcej czasu poświęcić w uświadamianiu innych kobiet, że mają szanse na wygraną z nim i nawet wtedy, gdy w ich miejscu zamieszkania nie ma placówki, która oferowałaby im dostęp do nowoczesnych metod leczenia, warto szukać takich szpitali w innych regionach Polski.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/krystyna-rak-endometrium/">Krystyna, Rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Maria, 67 lat &#8211; rak endometrium</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/maria-67-lat-rak-endometrium/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 25 Nov 2022 12:20:26 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18707</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zabiegi robotyczne powinny być w Polsce refundowane dla kobiet chorych na raka endometrium!</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/maria-67-lat-rak-endometrium/">Maria, 67 lat &#8211; rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Miałam  raka endometrium, ale Hania – moja przyjaciółka, która jest ginekolożką pomogła znaleźć mi krakowski Szpital na Klinach, gdzie onkologiczne operacje robotyczne u kobiet finansowane są z unijnego grantu. Ale ile kobiet ma takie przyjaciółki? A co z resztą? – zastanawia się dziś pani Maria, nauczycielka z Opola.<br />
– Jestem z gruntu zdrową osobą, na nic się nie leczę, nie łykam żadnych tabletek. No, może jak się zdenerwuję mam skoki ciśnienia, ale to tyle. Dla osoby takiej jak ja, diagnoza rak to szok – mówi pani Maria, 67 nauczycielka.<br />
Zaczęło się od tego, że w ostatnie wakacje, w miejskim szpitalu, miała usunięte polipy. Wycinki z zabiegu zostały przesłane do badań histopatologicznych. Wyniki przyszły po kilku tygodniach i wywróciły życie pani Marii do góry nogami. – Przeczytałam: „niskozróżnicowy nowotwór złośliwy”.  To wyrok, tak wtedy o tej sytuacji pomyślałam – wspomina.</p>
<p>Diagnozę dostała do ręki w miejskim szpitalu, do którego została zaproszona po jej odbiór. Był już koniec września. Pracownice szpitala, które go jej wręczały były nie mniej wstrząśnięte wiadomościami niż adresatka. – Szybko podesłały mnie do lekarza. Powiedział mi, że operacja jest absolutnie konieczna. I nie może być odwlekana. Potem pewnie potrzebna będzie też chemia. Od razu dostałam skierowania na kolejne, dodatkowe badania  – RTG, tomografię komputerową. Założono mi kartę DILO, żebym te badania mogła przejść szybko – opowiada pani Maria.</p>
<p>– Siedziałam, słuchałam tego wszystkiego. I taka myśl nie dawała mi spokoju: Boże, jak ja to powiem dzieciom? A mam syna i córkę. A wnuki? Co dla nich będzie oznaczała ta straszna diagnoza? Może koniec beztroski. Dla całej naszej rodziny będzie to trudny czas – wspomina.<br />
Operacja. Straszne słowo. A „będę mieć operację na raka” – to jeszcze straszniejsze zdanie. Ale jak już się operować to jak? Gdzie? U kogo? Miała przyjaciółkę, która jest ginekolożką. Nad przypadkiem siadły więc we dwie. Zaczęły analizować sytuację: onkologia w Opolu oferuje operacje klasyczne. A może gdzieś w Polsce warto szukać laparoskopii? A może są też inne możliwości?</p>
<p>Pani Hania słyszała o operacjach robotycznych, które wykonywane są w krakowskim Szpitalu na Klinach. Są to zabiegi, w których wykorzystywany jest robot. Taka operacja ma wiele zalet,  w skrócie to mniej bólu, mniej powikłań, większa precyzja. Przy raku te czynniki mają ogromne znaczenie. Może zatem spróbować tam sprawdzić? Ofertę krakowskiego szpitala wynalazły w sieci też dzieci pani Marii, którym jednak powiedziała o diagnozie. Z kolei teściowa córki deklarowała, że zna profesora ze  Śląska, może zatem tam?</p>
<p>– W takiej sytuacji to normalne, że każdy szuka, gdzie może. Jest w tym element chaosu, ale wszyscy znajomi i rodzina wczuli się w sytuację i każdy chciał pomóc. Paradoksalnie, w tym nieszczęściu dużo szczęścia mnie spotkało, że jestem otoczona takimi ludźmi – ocenia z perspektywy czasu Maria.<br />
Ostatecznie ustalenie zapadło takie, że trzeba próbować we wszystkich kierunkach. Telefony rozdzwoniły się i u profesora na Śląsku i krakowskim szpitalu.<br />
– W Szpitalu na Klinach odebrała go pani Agnieszka – asystent pacjenta. Szybka konsultacja i już wiedzieliśmy, jakie dosłać badania na maila, żeby mogła z nimi udać się na pierwszą konsultacje do lekarza. Trzeba było wykonać też kolejne – opowiada kobieta.</p>
<p>Nieoczekiwania pojawiły się problemy. Organizm pani Marii źle radził sobie z tą stresową sytuacja. Ciśnienie krwi za nic nie chciało się ustatkować. Razem ze swoim lekarzem rodzinnym – dr Agatą, próbowały wszystkiego. Ale tabletki na nadciśnienie zamiast pomagać, tylko pogarszały samopoczucie. Skoki ciśnienia stawały się nieprzewidywalne.</p>
<p>– Dr Agata trzęsła się nad tym, co się dzieje razem ze mną. Ale to nie był normalny czas dla nikogo z nas. Obydwie się bałyśmy, że przez to ciśnienie zdyskwalifikują mnie do operacji. Ona chciała go jak najszybciej wyrównać, ale to się nie udawało. W końcu napisała mi taką opinię, że problem skoków ciśnienia oddaje do oceny specjalistów z krakowskiego szpitala – mówi nam.</p>
<p>– Do Szpitala na Klinach pojechałam 15 października, dokładnie w Dzień Nauczyciela – śmieje się pani Maria. Została przyjęta na zabieg.<br />
Sam Szpital na Klinach zrobił na niej niesamowite wrażenie. – To ostoja ciszy, spokoju i profesjonalizmu. Do dyspozycji pacjentek jest psycholog. Pielęgniarki patrzą na pacjentów z taką troską i skupieniem – dziwi się nawet kilka miesięcy po operacji. – Profesjonalizm niesamowity. Weszłam na salę operacyjną, potem obudziłam się już  w pokoju – dodaje.</p>
<p>Wokół wszystkich pacjentek biegają pielęgniarki, podłączają bez przerwy kroplówki. Wyczulone na każdy dzwonek, choć nawet dzwonić bardzo nie ma po co. Bo one są przy łóżku szybciej niż pacjentka naciśnie na guzik.<br />
– Pamiętam, że przebudziłam się na krótko, w noc po operacji. Zobaczyłam, że koło nas cały czas siedziała pielęgniarka. Poczułam, że ta troska o nas tu się nigdy nie kończy i… usnęłam – rozczula się.</p>
<p>Rano, w dzień po operacji do pacjentek przyszły terapeutki. Uczyły, jak się wyprostować, jak wstać, a nawet jak przewrócić się z boku na bok na łóżku.<br />
Pani Maria, będąc jeszcze w szpitalu, przypominała sobie wszystkie artykuły, które o tej placówce czytała zanim tu trafiła. Na forach interenetowych pisały o nim inne kobiety. Jedna kobieta opisywała swoją historię, że była otyła i przez to praktycznie zdyskwalifikowana do zabiegu, choć miała raka trzonu macicy. Tak przynajmniej pisała. A inne kobiety ją pocieszały, że przecież jest chirurgia robotyczna, a robot wprost został stworzony dla ratowania kobiet w takim stanie, jak ona. I żeby zamiast rozpaczać jechała do Krakowa.</p>
<p>– Coraz lepiej rozumiałam wtedy, docierało to do mnie stopniowo, że moje zdrowie jest w dobrych rękach. Miałam szczęście. Czy inne kobiety też je będą miały? – chodziło jej po głowie.</p>
<p>W poniedziałek, czyli w trzeci dzień po operacji, wyszła ze szpitala. Wróciła do domu, do Opola. – Ale Ty Bożenka śmigasz tu nam! – skwitowały jej stan koleżanki. Tak, tak – to nie pomyłka „Bożenko”, bo Maria to ona jest tylko w dokumentach, a dla wszystkich jest Bożenką.</p>
<p>Z koleżankami, innymi nauczycielkami, doszły do wniosku, że informacje o krakowskim szpitalu i jego możliwościach trzeba rozpowiedzieć po świecie. Każdy ma jakiś znajomych, rodzinę. Po to, żeby inne kobiety w podobnej sytuacji, wiedziały gdzie można szukać ratunku.</p>
<p>Od słowa do słowa postanowiły, że zaczną kampanię, w której po pierwsze będą opowiadać o zaletach operacji robotem wszystkim, którzy tylko będą chcieli słuchać. Po domach, w szkole, gdzie tylko się da. Im więcej osób będzie wiedziało o takiej opcji leczenia raka, tym mniej stresu będą miały kobiety, które tuż po usłyszeniu diagnozy miotają się nie wiedząc, co dalej robić? Gdzie się leczyć? Uznały, że to będzie skuteczny sposób, opowiedzieć o własnym doświadczeniu. Tego nie można kupić.<br />
– Ja miałam szczęście, bo moja przyjaciółka jest ginekolożką. Nie każda kobieta ma tą przyjaciółkę. Dlaczego jednak lekarze nie informują powszechnie, że takie operacje robi się w Polsce i że teraz są bezpłatne, bo finansowane ze środków unijnych? Dlaczego prawie zawsze jesteśmy kierowane do najbliższego szpitala, zamiast informować nas o dostępnych opcjach? Trzeba zacząć wymagać prawa do informacji o wszystkich możliwych opcjach leczenia – podkreśla dziś pani Maria.</p>
<p>Wspólnie z koleżankami dyskutują też o tym, jak dba się zdrowie o kobiet. Gdy mężczyzna ma raka prostaty zostanie robotycznie zoperowany na koszt NFZ. Gdy kobieta ma nowotwór ginekologiczny finansowania z Funduszu nie dostanie, bo go nie ma. A na komercyjnym rynku taki zabieg kosztuje ok. 40 tyś zł.  – I nie chodzi tu przecież o to, żeby refundacji na raka prostaty nie było. Tylko o to, żeby nasze choroby były równo traktowane – dodaje. Zgodnie z Krajowym Rejestrem Nowotworów 1 900 kobiet umiera w Polsce rocznie na raka endometrium, to dużo więcej niż w innych krajach Europy.</p>
<p>Może dzięki operacjom robotycznym miałyby większe szanse na przeżycie?  – stawia pytanie pani Maria.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/maria-67-lat-rak-endometrium/">Maria, 67 lat &#8211; rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pani Halina 74 lata</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/pani-halina-74-lata/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 16 Nov 2022 14:04:01 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18600</guid>

					<description><![CDATA[<p>Po raku pozostało mi zaledwie pięć dziurek w brzuchu.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/pani-halina-74-lata/">Pani Halina 74 lata</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nie ma co się rozczulać nad sobą. Na operację do krakowskiego Szpitala na Klinach pojechałam sama w pendolino. Cztery dni po zabiegu wróciłam do Warszawy, też sama, i też pociągiem. W Warszawie odebrała mnie koleżanka – opowiada nam 74-letnia pani Halina.</p>
<p>I nie widzi w tym problemu, bo raz, że nie bardzo ją bolało, a po drugie inni pasażerowie pomogli jej wchodzić i wychodzić z niego. Z jazdy pociągami do Krakowa w ogóle nie robi sprawy. Na radioterapię też nimi jeździłam. – Dwie i pół godziny i już jestem w Krakowie. Potem do centrum radioterapii i potem znów do Warszawy – opowiada.<br />
Pani Halina jest już rok po operacji na raka endometrium. O tym, że jest chora dowiedziała się – jak mówi – przez przypadek. – Pojechałam na rutynowe badania, do instytutu w Warszawie. Bo ja mieszkam pod Warszawą. Nie miałam żadnych objawów, do ginekologa poszłam profilaktycznie, bo badałam się zawsze co dwa lata, tylko przez pandemię miałam dłuższą przerwę. Okazało się, że mam polipy, które trzeba usunąć. Usunęli mi je, a wycinki posłali do dalszych badań. Cały zabieg usunięcia polipów – był bardzo krótki – wspomina pani Halina.</p>
<p>Wróciła do domu, około trzy tygodnie, może cztery po zabiegu odebrała alarmujący telefon ze szpitala, w którym się leczyła. Jego pracownicy powiadomili ją, że w usuniętych polipach wykryto komórki nowotworowe. – Rozmowa może trwała pięć minut. Tak dowiedziałam się, że mam raka. Że tych komórek co prawda nie było dużo, ale były. Dostałam też radę, żebym sobie szybko znalazła szpital onkologiczny, bo trzeba się pilnie operować – mówi.<br />
Perspektywa, w której mam mieć pocięty cały brzuch była dla mnie nie do przyjęcia. Ze względu na to, że mieszkam sama, ma też inne choroby, między innymi chore serce. – Wróciłam do domu i zaczęłam zastanawiać się, co z tym wszystkim robić – przecież nie mogę się rozłożyć na tygodnie w łóżku. Czy szukać miejsc, gdzie operują laparoskopowo? Czy może sprawdzać jeszcze inne opcje?<br />
W internecie trafiłam na opis operacji usunięcia macicy, czyli histerektomii takiej, jak ta, którą trzeba było zrobić i u mnie. Inna kobieta opowiadała, że była <a href="https://www.zabiegidavinci.pl/">operowana robotem</a>.</p>
<p>Może więc ten robot to też wyjście dla mnie? – zaczęła zastanawiać się pani Halina. Najbliższa placówka w stosunku do miejsca zamieszkania pani Haliny, która ma robota znajdowała się w Wilanowie. Za ginekologiczną operację onkologiczną trzeba tam zapłacić ok. 40 tys. zł.<br />
– Złapałam się za głowę! Nie miałam takich pieniędzy. Szukałam w internecie dalej i wtedy trafiłam na krakowski Szpital na Klinach, który też miał w ofercie zabiegi z robotem, ale finansowane z grantu Unii Europejskiej. Czyli dla pacjentek za darmo – opowiada pani Halina.<br />
Pani Halina za nic nie chciała mieć pociętego brzucha, tak jak to się robi w klasycznych operacjach, więc zadzwoniła do Krakowa. Umówiła się na przekazanie wyników badań, wykonała kolejne i czekała na decyzję, czy zostanie zakwalifikowana do unijnego programu. Długo nie czekała.<br />
– Zadzwonili dosłownie w pół godziny. Powiedzieli, żeby przyjeżdżać jak najszybciej. Dowiedziałam się, że to początki raka, ale i tak nie ma na co czekać. Trzeba usuwać. No i mieli rację – konkluduje pani Halina.</p>
<p>W listopadzie ubiegłego roku kupiła bilet na pendolino, wsiadła do pociągu i przyjechała do Krakowa. Do Szpitala na Klinach.<br />
– Ależ w nim dbają o tych pacjentów! – nie może się do dziś nadziwić. – Tam jest taka opieka, że człowiek nawet, jeśli się boi to i tak ufa. Inna sprawa, że ja to się bardziej bałam o serce, niż tego raka. Do tego mam duży problem z biodrem i zwyrodnienie kręgosłupa – wylicza.<br />
– Po operacji obudziłam się przeszczęśliwa. Nic mnie nie bolało, to znaczy prawie nic. W każdym razie nie za specjalnie. Jeden dzień byłam pod kroplówkami, a potem to już się chciałam zerwać i lecieć. Ale odczekałam w szpitalu tyle, ile trzeba, czyli zaledwie kilka dni. Znów wsiadłam do pociągu i wróciłam do Warszawy – opowiada.<br />
Pani Halina jest samodzielna – nikt mi nie towarzyszył, ani w drodze do szpitala, ani w powrocie do domu. Dopiero w Warszawie odebrała mnie koleżanka. Czy się nie bała sama jechać, tak od razu po operacji? -pytamy. – A bo te kobiety to takie panikary niektóre są. Całe życie byłam niezależna. Nawet koleżankom opowiadałam o chorobie dopiero po zabiegu. Nie radziłam się nikogo, bo przecież człowiek ma swój rozum, to moja decyzja – wyjaśnia swoją postawę.<br />
Śmieje się, gdy mówi, że czuła się w tej powrotnej podróży jak dama. Bo inni pasażerowie podali rękę, bo wsiąść do pociągu było ciężko. Bagaż podnieśli – jej nie wolno było dźwigać. Kolana pozwali rozprostować w podróży.</p>
<p>No i był jeszcze pan Grzegorz. Taksówkarz. Gdzież by bez niego! Pani Halina mówi, że w życiu trzeba się dowiadywać i rozpytywać. Więc zanim w dniu operacji wysiadła z tego pendolino już czekał na nią zamówiony pan Grzegorz. Zawiózł ją do szpitala, odebrał po operacji i odwiózł na pociąg.<br />
– Gdy zadzwonili, że po zabiegu potrzebna będzie radioterapia – trzy dawki – schemat działania już był gotowy. Jak pan Grzegorz nie mógł po mnie podjechać, to podsyłał kolegów. Zawsze na mnie czekali. Wieźli do Centrum Radioterapii w Krakowie i odbierali po radioterapii- opowiada.<br />
Kobieta stwierdziła bowiem, że jak już ja tak dobrze zoperowali, to tego Krakowa trzeba się już trzymać. Nawet przy tej radioterapii, choć znalazłaby takie same świadczenia bliżej domu. A że w przeciwieństwie do innych osób po radioterapii, które cierpią z jej powodu, to ją nawet głowa specjalnie nie bolała. Dlatego przyjazdy nie były, aż tak uciążliwe.<br />
– Tak naprawdę najgorzej było z tymi naświetlaniami. Trzeba było prawie dwie godziny leżeć na płasko. A ja mam takie zwyrodnienia kręgosłupa, że nie mogę wytrzymać długo bez ruchu. A tu trzeba było – wspomina.<br />
Pani Halina nie może się uporać z bólem kręgosłupa, myśli o kolejnej operacji. Z perspektywy czasu widzi natomiast, że gdy dowiedziała się o raku enometrium to nie do końca zdawała sobie sprawę, z jakim niebezpieczeństwem to się wiąże. Że ta choroba stanowi dla niej śmiertelne zagrożenie. Sprawy potoczyły się trochę same, tak z rozpędu: diagnoza, internet, robot, pociąg, radioterapia.<br />
– Gdybym poczekała dłużej, nie wiem co by było. Może byśmy dzisiaj nie rozmawiali. A tak to moja choroba i mój stan świadczy o tym, że z raka się wychodzi. Kobiety nie bójcie się i badajcie się – przekonuje.</p>
<p>Pani Halina od operacji była już na kilku konsultacjach w Krakowie. Za każdym razem badania pokazują, że raka nie ma. Jak mówi, przy kolejnej wizycie w szpitalu, pan Grzegorz zawiezie ją też do sanktuarium w Łagiewnikach. Jako osoba wierząca chce podziękować za łaski: – Już się ofiarowałam i słowa trzeba dotrzymać!</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/pani-halina-74-lata/">Pani Halina 74 lata</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Krystyna &#8211; Rak trzonu macicy. Bardziej niż raka bałam się bólu</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/krystyna-rak-trzonu-macicy-bardziej-niz-raka-balam-sie-bolu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 16 Nov 2022 13:52:15 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18587</guid>

					<description><![CDATA[<p>Bardziej niż raka bałam się bólu.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/krystyna-rak-trzonu-macicy-bardziej-niz-raka-balam-sie-bolu/">Krystyna &#8211; Rak trzonu macicy. Bardziej niż raka bałam się bólu</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Byleby mnie tylko nie bolało – pani Krystyna, nawet po usłyszeniu diagnozy od onkologa, nie chciała słyszeć o tradycyjnej operacji. Dlatego wybrała <a href="https://www.zabiegidavinci.pl/"><strong>małoinwazyjną operację z użyciem robota.</strong></a></p>
<p>U pani Krystyny problem zaczął się od krwawień. W te wakacje. Najdłuższe trwało 11 dni. – Od 28 sierpnia do 7 września. I nie chciało ustąpić. Poszłam do lekarza, dostałam skierowanie do szpitala w Lublinie, na łyżeczkowanie – opowiada.<br />
Po wynik miałam kontaktować się za trzy tygodnie. Mniej więcej po tym czasie szpital poprosił, by natychmiast się zgłosiła. – Już czułam, że czekają mnie mało przyjemne informacje – mówi. – Na miejscu usłyszałam, że to rak endometrium. Potrzebna jest radykalna operacja. Zapytałam, czy jest szansa na taką z użyciem laparoskopu. A oni na to, że nie. U nich miała być dostępna tylko klasyczna metoda. Od razu wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby do tamtego szpitala nie wrócić – wspomina.<br />
Pani Krystyna ma za sobą złe doświadczenia. 14 lat temu miała usuwany lewy jajnik wraz z jajowodem. Przeżyła to fatalnie, ból po operacji był dla niej nie do wytrzymania, nawet przy braniu środków przeciwbólowych. Rana goiła się trzy miesiące, szwy rozchodziły. Było źle do tego stopnia, że nie mogła nawet usiąść, nie mówiąc już o chodzeniu.<br />
– Żadne środki przeciwbólowe nie działały. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, jak będę żyć po jeszcze bardziej radykalnym zabiegu. Bardzo bałam się takiej perspektywy – opowiada nam.<br />
Gdy wróciła ze szpitala do domu siadła do internetu i zaczęła przeszukiwać sieć. Najpierw szukała opcji laparoskopowych. Wydawało się jej bowiem, że to największy postęp, jaki może jej obecnie oferować medycyna. Ale zamiast o laparoskopii trafiła na informacje o „operacjach robotycznych”, które po laparoskopii traktowane są jako następny krok w rozwoju chirurgii. Mało tego, doczytała się też, że kobiety na świecie mają do nich dostęp już od 20 lat.</p>
<p>Pani Krystyna te informacje znalazła na stronie krakowskiego Szpitala na Klinach. Jak informował szpital korzyścią dla pacjentek przy operowaniu raka trzonu macicy robotem  jest precyzja i minimalizacja interwencji chirurgicznej. Dzięki 10-krotnemu powiększeniu obrazu, szczegółowej wizualizacji anatomii oraz niewielkim narzędziom o ruchomości 560 stopni, chirurg widzi lepiej pole operacyjne, niż ma to miejsce podczas operacji laparoskopowych czy metodą klasyczną. Robot pozwala też dotrzeć operatorowi w trudno dostępne miejsca w miednicy mniejszej.<br />
A zatem chirurgia robotyczna to też mniej powikłań związanych z gojeniem się ran pooperacyjnych w porównaniu do zabiegów przeprowadzanych metodą klasyczną.</p>
<p>– Od razu zadzwoniłam do tego krakowskiego Szpitala na Klinach, o którym inne kobiety opowiadały w internecie, że można tu przejść operację onkologiczną z wykorzystaniem robota. W dodatku bezpłatnie. I umówiłam się z panią Agnieszką na dalszy kontakt i podesłanie wyników badań – mówi Krystyna.</p>
<p>– Zabawna historia. Gdy moja córka wróciła z pracy, od razu mi mówi, że znalazła świetny ośrodek w Polsce, w Krakowie. Obydwie, w tym samym czasie znalazłyśmy ten sam szpital – śmieje się. Do opcji „operacja w Lublinie” rodzina już nawet nie wracała.<br />
Krystyna została zakwalifikowana do zabiegu finansowanego z grantu Unii Europejskiej. Na początku października 2022 roku miała zabieg.<br />
Jak go zniosła? – Tym razem odbyło się bez dramatu i cierpienia. Kroplówki działały, środki przeciwbólowe były skuteczne, lądowały u mnie nawet bez proszenia personelu, pielęgniarki same dopytywały, czy nie boli. 16 wyszłam ze szpitala i byłam w stanie przejechać 300 kilometrów, bo taki dystans miałam do pokonania do domu. Byłam trochę obolała, ale funkcjonowałam normalnie – podkreśla.</p>
<p>Odzwierciedlenie doświadczeń pani Krystyny można znaleźć w wynikach prac naukowych publikowanych na świecie, w których można przeczytać, że operacje robotyczne w porównaniu do innych metod operacji to krótszy czas hospitalizacji i rekonwalescencji, co korzystnie wpływa na jakość życia pacjentek po zabiegu.<br />
I tak publikacja z 2020 r. “Robotic-assisted versus conventional laparoscopic hysterectomy for endometrial cancer. Eur J Obstet Gynecol Reprod Biol” wykazała, że u pacjentek operowanych z powodu raka endometrium laparoskopowo np. utrata krwi była wyższa, niż w przypadku zabiegów w asyście robota.<br />
Inne badanie, z 2016 r.: “Comparative safety and effectiveness of robot-assisted laparoscopic hysterectomy versus conventional laparoscopy and laparotomy for endometrial cancer: A systematic review and meta-analysis” potwierdziło, że operacje robotyczne to mniej powikłań okołooperacyjnych i pooperacyjnych, większa skuteczność, co dla pacjentek oznacza  krótszy pobyt w szpitalu, mniej bólu i szybszy czas powrotu do aktywności życiowej.</p>
<p>Pani Krystyna dotąd nie może uwierzyć do jak dobrego szpitala trafiła i w to, że wszystko o czym przeczytała, okazało się prawdą. – Samo wejście, recepcja to bardziej wygląda na ekskluzywny hotel, niż na szpital. Tam w ogóle wszystko jest inaczej. Pielęgniarki chodzą, pytają czy ktoś nie chce kawy… jedzenie, niczym w restauracji. Zresztą bardzo dobre – wspomina.</p>
<p>I dodaje, że oprócz wyleczenia raka wreszcie dowiedziała się, dlaczego ma zaczerwienienie na nodze. Próbowała to zdiagnozować u swoich lekarzy kilka razy, ale bezskutecznie. A tu  tylko popatrzyli i od razu wiedział, że to stan zapalny od żylaków! – Taka nieoczekiwana diagnoza! No, ale jeśli pacjentowi poświęca się nie pięć minut tylko półtorej godziny na rozmowę i konsultacje to da się takie rzeczy wychwycić – porównuje.</p>
<p>Pani Krystyna jest dziś pewna, że nawet gdyby za taka opiekę miała zapłacić kilkadziesiąt tysięcy z własnej kieszeni, to by się nie wahała. Tym bardziej, że w listopadzie dowiedziała się, że radioterapia nie jest u niej potrzebna, nie potrzebuje leczenia uzupełniającego. Rak został usunięty. Popłakała się ze szczęścia.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/krystyna-rak-trzonu-macicy-bardziej-niz-raka-balam-sie-bolu/">Krystyna &#8211; Rak trzonu macicy. Bardziej niż raka bałam się bólu</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bożena 65 lat &#8211; rak trzonu macicy</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/bozena-65-lat-rak-trzonu-macicy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Nov 2022 09:37:07 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18518</guid>

					<description><![CDATA[<p>Onkolog z Wiednia utwierdził mnie w przekonaniu, że operacja robotyczna to najlepszy wybór.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/bozena-65-lat-rak-trzonu-macicy/">Bożena 65 lat &#8211; rak trzonu macicy</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Pani Bożena operację raka trzonu macicy miała mieć w Kielcach. Po zasięgnięciu opinii specjalistów z Wiednia wybrała krakowski Szpital na Klinach, bo ten oferuje operacje robotyczne i to w dodatku finansowane z grantu Unii Europejskiej. A to oznacza, że dla pacjentek bezpłatne.</p>
<p>Pani Bożena, energiczna 65-latka, zmartwiła się gdy nagle wróciły krwawienia. Niby jak miesiączka, bo równo co 30 dni i za każdym razem – też równo – przez pięć dni. – Ale przecież to nie mogła być miesiączka, więc poszłam do mojego ginekologa. To było w lipcu tego roku – opowiada kobieta.</p>
<p>Standardowo zrobiła cytologię, wyszła dobrze. Mimo tego lekarz dał jej skierowanie do szpitala powiatowego na łyżeczkowanie. – Już czułam się tym wszystkim zaniepokojona, ale pojechałam do sanatorium, bo taki miałam już wykupiony pobyt. Podczas turnusu przyszedł do mnie sms, że zostało mi wystawione skierowanie do poradni ginekologiczno-onkologicznej. Czułam, że to zła wróżba. Wróciłam szybko do domu – opowiada pani Bożena.<br />
– Podczas wizyty w szpitalu usłyszałam, że to rak i że trzeba szybko operować. I to radykalnie – wspomina kobieta. – Niby spodziewałam się złych wiadomości, ale i tak to był dla mnie tak ogromny szok, że ledwie dałam radę wytrzymać tę diagnozę – wspomina.</p>
<p>Dostała skierowanie na onkologię w Kielcach, miała się szykować do operacji i dalszego leczenia: radioterapii bądź chemii.<br />
Wróciła do domu i zrobiła to, co dziesiątki kobiet, które znalazły się w takiej sytuacji, jak ona: siadła do internetu. Zaczęła szukać, czytać o nowoczesnych terapiach i strategiach walki z rakiem. Przecież medycyna robi postępy i muszą być inne sposoby operacji. Choćby mniej inwazyjne. Na jednym z forów kobiet chorych na raka przeczytała, jak inna pacjenta pisała o Szpitalu na Klinach w Krakowie i o tym, że tamtejsi <a href="https://www.zabiegidavinci.pl/" target="_blank" rel="noopener">specjaliści operują kobiety z rakiem trzonu macicy z pomocą robota</a>. Dzięki temu zabiegi są mniej bardziej precyzyjne, a dochodzenie do siebie mniej bolesne i szybsze. – Pomyślałam, a co tam, zadzwonię – opowiada. da</p>
<p>Telefon odebrała pani Agnieszka. – Dopytałam o ten grant, podesłałam wszystkie badania. Zostałam wstępnie zakwalifikowana – wspomina.<br />
– Człowiek, gdy dowie się, w jakiej jest sytuacji jest w tym wszystkim jak w amoku. Czyta co tylko wejdzie pod rękę, miota się, bo nie wie czy dobrze robi. Jechać do Kielc, czy wybrać Kraków? Co robić? – mówi.<br />
– Postawiłam na Kraków. Mąż wszystko wiedział, dzieci oszczędzałam. Operację miała mieć w środę, o chorobie powiedziałam im dopiero w sobotę przed zabiegiem. Syn był w podróży służbowej w Maroku, wrócił. Córka też w nerwach. My z mężem, zresztą też – mówi pani Bożena.<br />
Jej syn mieszka w Wiedniu, poszedł wiec z jej wynikami do tamtejszego onkologa, żeby dodatkowo skonsultować wyniki mamy. Tam usłyszał, że jeśli tylko jest możliwa operacja robotyczna, to jest to opcja najlepsza z możliwych.<br />
– Z taką wiadomością przyjechał do domu. Gdy to usłyszałam zrobiło mi się lżej. Z większym już spokojem jechałam do Krakowa. Tym bardziej, że o tym szpitalu znalazłam wiele pozytywnych opinii – mówi nam.</p>
<p>Od jej operacji minęło kilka tygodni. Chce podkreślić:  – Jaki wspaniały zespół pracuje w tym krakowskim szpitalu! Ujmuje serdeczne podejście do pacjentów, zaangażowanie w opiekę nad nimi. Bardzo mi się spodobało to, jak swoją pracę pojmują pielęgniarki. One się zjawiają, jak człowiek sobie tylko pomyśli, że są potrzebne. Wszystko robią perfekcyjnie, zmieniają te kroplówki, podpinają nowe, są zawsze obok. A to nie jest ze mną takie łatwe, bo ja to mam ADHD! – uprzedza.<br />
Pani Bożena chciała wstawać jak tylko, pod wieczór, obudziła się po zabiegu. Jakoś w łóżku wytrwała do rana. – Ale od ósmej rano to już byłam na nogach. Inna sprawa, że bardzo dobrze się czułam – podkreśla kobieta.</p>
<p>Nic ją nie bolało, choć operacja była radykalna. Gdy rozmawiałyśmy, mijało prawie cztery tygodnie od zabiegu. Pani Bożena była po kolejnej sesji radioterapii, na które też jeździ do Krakowa.<br />
Z perspektywy tygodni, które minęły od dnia, w którym dowiedziała się, że ma raka dziwi ją to, że nikt z ginekologów czy onkologów w Polsce, do których trafiła ze swoim rakiem, nawet nie zająknął się o tych operacjach robotycznych, choć to technika dostępna dla pacjentek na świecie od 20 lat. – Ja z natury jestem ciekawska, zawsze pracowałam w systemie zadaniowym – byłam dyrektorem banku, więc umiem szukać rozwiązań. Siadłam do internetu i je znalazłam, ale dlaczego nikt nie pomaga kobietom podjąć dobrych decyzji? Ani u mnie w miejskim szpitalu, ani w Kielcach o darmowych operacjach robotycznych nie padło ani jedno słowo – dziwi się.<br />
A potem dodaje: – Na koniec chciałabym ostrzec inne kobiety, żeby nie wierzyły tylko w cytologię, gdyż to badanie w kierunku raka szyjki macicy. W przypadku raka endometrium potrzebne są inne badania.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/bozena-65-lat-rak-trzonu-macicy/">Bożena 65 lat &#8211; rak trzonu macicy</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jadwiga. Rak trzonu macicy.</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/jadwiga-rak-trzonu-macicy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 24 Oct 2022 10:36:28 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18366</guid>

					<description><![CDATA[<p>Skoro dzwonią, żeby osobiście odebrać wynik histopatologii, to musi być zły. Zrobiło mi się słabo...</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/jadwiga-rak-trzonu-macicy/">Jadwiga. Rak trzonu macicy.</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Zapytałam mojego ginekologa, którą klinikę albo szpital mam wybrać, żeby porazić sobie z tym rakiem. Każdy jest dobry – odpowiedział. A ja się rozpłakałam, bo zaczynałam rozumieć, że z chorobą zostanę sama – opowiada Jadwiga</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Lekkie plamienia zaczęły się u niej w grudniu 2021 roku. Poszła do ginekologa. Ten stwierdził, że nie za bardzo podobają mu zgrubienia endometrium. Dał skierowanie na cytologię – badanie nie pokazało jednak nic złego. Jadwiga zapomniała o kłopocie, choć może lepiej byłoby powiedzieć, że uśpiła i zakopała lęki.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Po nowym roku niepokój wrócił. Pojawiły się upławy – choć sporadyczne, to niepokoiły. Kwiecień to nasilenie niepokojących faktów. Jest krew, a w maju to już praktycznie codziennie. W czerwcu doszedł do tego ból w dole brzucha.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">– Miałam wyjechać na wczasy. Były zaplanowane, wykupione, do ginekologa chciałam wrócić już po powrocie z urlopu. Czyli pod koniec czerwca – mówi Jadwiga. – A krwawienia to już miałam po kilka dni pod rząd, co bardzo mnie wystraszyło.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Jadwiga mieszka w gminie pod Krakowem, w której w przychodni nie ma dostępu do ginekologa. To znaczy, gdy poprzedni zrezygnował z pracy w ośrodku nowego nie udało się się zatrudnić. Nikt nie był zainteresowany pracą. Kobiety zostały bez opieki z NFZ.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Po raz kolejny poszła więc prywatnie. Do tego samego, co poprzednio. A ten podczas badania powiedział, że endometrium, które podczas poprzedniej wizyty oszacował na 7 milimetrów, zwiększyło swoją grubość do 11. Tak relacjonuje wizytę pani Jadwiga. Tym razem dostała skierowanie na histopatologię do szpitala powiatowego, w pobliskim miasteczku.<br />
Trafiła do niego 20 lipca. 19 sierpnia zadzwonili, żeby przyjechała odebrać wynik. – Skoro dzwonią, to jest źle – od razu tak pomyślałam. Zrobiło mi się słabo.<br />
– Ginekolog poinformował mnie, że wynik wskazuje na raka trzonu macicy G2. – Ja się od razu rozpłakałam, ale on powiedział mi też, że rokowanie jest dobre, ale trzeba działać szybko. Operować, powinien to być radykalny zabieg, usunąć trzeba też będzie węzły chłonne.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Pani Jadwiga wychodziła z gabinetu w szpitalu w głębokim szoku. Przeżywała diagnozę, ale gdy już trochę ochłonęła, zrozumiała, że tak naprawdę to nie wie, gdzie ona  z tym rakiem ma się dalej udać.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">Wróciła z wynikiem histopatologii do tego ginekologa, który ją na nią skierował. Była to jej druga, prywatna wizyta u niego. – I co dalej? – pytam go. – On odpowiada, że teraz muszę szybko wybrać klinikę albo jakiś szpital, bo czas nagli. Zapytałam, jaką by mi doradzał? A on na to, ze każda jest dobra. A gdybym dalej nie wiedziała, to mam wrócić do niego – opowiada pani Jadwiga.<br />
I dodaje, że choć za wizytę zapłaciła 180 zł to szukać szpitala, gdzie mogła by się dalej leczyć musiała sama w internecie. Gdy wpisała nazwę swojego raka wyszukiwarka podrzuciła historię pacjentki z Warszawy, która podobnie jak teraz ona, też sama musiała szukać szpitala, w którym może się zoperować. – Było tak, jakby czytała własną opowieść. I wiek podobny, i przypadłość, i traktowanie też – wspomina.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">– Siedliśmy nad tym z mężem, córkami. Wyszukaliśmy numer telefonu do pani Agnieszki, do krakowskiego Szpitala na Klinach, o której ona opowiadała w tym tekście. I bardzo go sobie chwaliła. Zapisałam numer, moje dorosłe córki zaczęły przeczesywać internet w poszukiwaniu opinii o tym szpitalu. Wszystkie były dobre, więc tam zadzwoniłam – opowiada pani Jadwiga.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">– Pierwszy kontakt z tym szpitalem, to był dla mnie i dla mojego męża prawdziwy szok. Z moimi rodzicami w ostatnich latach dużo bywaliśmy w szpitalach. Wszędzie trzeba było czekać, dobijać się, o wszystko prosić. A tu nic z tych rzeczy. Czysta empatia, miła atmosfera. Każdy tylko pyta, w czym może pomóc.  Człowiek nie czuje się sam z ta choroba, tylko zaopiekowany – wspomina Jadwiga.<br />
Jaki wszystkie kobiety martwiła się, czy zostanie zakwalifikowana do unijnego programu darmowych </span><a href="https://www.zabiegidavinci.pl/"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: #337ab7;">operacji onkologicznych przy użyciu robota </span></a><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">. Udało się, we wrześniu była operacji.<br />
– Teraz jestem już po tym zabiegu, a nawet po trzeciej radioterapii, bo ta okazała się być potrzebna. Nie czuję się po niej najlepiej. Boli mnie głowa, mam nudności. Jestem osłabiona. Ale i tak patrzę optymistycznie w przyszłość – dodaje pani Jadwiga.</span></p>
<p style="background: white; margin: 0cm 0cm 7.5pt 0cm;"><span style="font-size: 11.5pt; font-family: 'Open Sans','sans-serif'; color: black;">– Zapomniałam dodać, że wyniki histopatologii po operacji w Szpitalu na Klinach pokazały, że mój rak był mniej zaawansowany, niż się wydawało. Jestem dobrej myśli. Nie wiem, jakbym się czuła po operacji w innym szpitalu, a po tym robocie nie jestem bardzo obolała. Po operacji mam tylko małe ślady na brzuchu – podkreśla.</span></p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/jadwiga-rak-trzonu-macicy/">Jadwiga. Rak trzonu macicy.</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Maria, 60 lat, rak endometrium</title>
		<link>https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/maria-60-lat-rak-endometrium/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[neo_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 21 Oct 2022 17:10:58 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/?post_type=historie_pacjentow&#038;p=18281</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rak endometrium. Całe życie czekałam na taką miłość i wymarzony dom. Czy rak obierze mi szansę na szczęście?</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/maria-60-lat-rak-endometrium/">Maria, 60 lat, rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Moje marzenie: stoję na antresoli w nowym domku, patrzę w dół: ogień pali się w kominku, choinka błyszczy, Wigilia nakryta. Córka, wnuk, ukochany mężczyzna już przy stole. Boże, czy ja dożyję najbliższych świąt?!</p>
<p>Pani Maria z Dolnego Śląska: – Pod koniec kwietnia, albo już nawet maj to był, wdało się krwawienie. Poszłam do lekarza pierwszego kontaktu, do ginekologa zresztą też. A ginekolog po zbadaniu mi mówi, że nie widzi nic niepokojącego. Zapamiętałam jego słowa: „jest czyściutko”. Ale ja nadal krwawiłam. Znów trafiłam do lekarza, robili mi posiewy, dwa razy dostałam antybiotyki. Bo podobno z pęcherzem moczowym coś było nie tak.</p>
<p>Pani Maria znów trafia do ginekologa, od którego dowiedziała się, że wszystkie dolegliwości, które zgłasza to menopauza i tyle. Maria ma 60 lat.<br />
A ją bardzo bolało w prawym boku. Coraz bardziej. Tak bardzo, że funkcjonowała już tylko na lekach przeciwbólowych. Podczas kolejnych badań okazało się, że został u niej wykryty polip, dlatego ginekolog wystawił skierowanie na łyżeczkowanie. Był już koniec czerwca, zabieg miał się odbyć w szpitalu w Wałbrzychu. Musiała na niego odczekać kolejne trzy tygodnie. W lipcu tam trafiła, w sierpniu dostała telefon ze szpitala, żeby zgłosiła się po wynik badania. Wyczuła, że czekają ją złe informacje.</p>
<p>– <a href="https://zabiegidavinci.pl/baza-wiedzy/rak-trzonu-macicy/" target="_blank" rel="noopener">Rak endometrium</a> – usłyszałam od ginekologa. A gdy zapytałam, co to znaczy usłyszałam taką odpowiedź: „rak to rak, po co to pani ma więcej wiedzieć?” – opowiada kobieta. Data operacji została wyznaczona na 15 września.</p>
<p>Żadnych szczegółowych informacji się nie doczekała. Sama została z ponurymi myślami, w których zadawała sobie pytanie, czy to koniec szczęśliwego życia, które wiodła od mniej więcej czterech lat. Czyli od momentu, gdy poznała swojego obecnego partnera, o którym mówi, że jest on miłością jej życia. – Mój mąż był niewierny i toksyczny. Rozwiodłam się z nim. Wiele lat byłam sama, wychowywałam córkę. A tu nagle zjawił się w moim życiu taki mężczyzna. Taki, który do mnie mówi, że choć ja mam swój dom i on swój, to musimy wybudować „nasz wspólny”. Po to tylko, żeby mógł mnie przenieść przez jego próg – opowiada Maria.</p>
<p>I oni ten dom zaczęli budować. W Kotlinie Kłodzkiej, z przepięknym widokiem na góry. – We wszystkie weekendy tam już jeździliśmy, żeby popracować. Robiliśmy sobie też pikniki na budowie. Piekliśmy kiełbaski na ognisku. Podczas takiego właśnie pikniku zaczęło się moje krwawienie – Maria płacze. I dalej opowiada o domu: ma mieć około 200 metrów, wysoki sufit, z kominkiem obłożonym fornirem kamiennym.</p>
<p>Po tej diagnozie o raku „moja psychika się posypała” – powie Maria. Zgasła. Smutna buzia, strute myśli. Życie jest bo jest. Przyjdzie się z nim pożegnać. Przestało jej zależeć na domu. Nie umiała już się cieszyć ani nim, ani „miłością swojego życia”. Była przekonana, że z tym całym pięknem będzie się musiała wkrótce pożegnać. Że nawet jeśli uda się ją jeszcze zoperować, to czeka ją cięcie, ciężka operacja, długi powrót do zdrowia. Jeśli w ogóle to nastąpi.</p>
<p>Na forum w internecie czytała opisy operacji innych kobiet, które się nie powiodły. Doprowadziły do komplikacji,  wylewów, utraty zdrowia. Maria przestała spać, nie jadła, nie wychodziła z internetu, tylko czytała.</p>
<p>– To była niedziela. Siedziałam w nocy i znów czytałam. Weszłam na kolejne forum, na którym kobieta w podobnym wieku co ja i z podobnymi objawami, która była z zawodu szewcem opowiadała, jak trafiła do krakowskiego Szpitala na Klinach. Jak dobrze została potraktowana, a raka zwyciężyła. Do rana nie usnęłam z powodu kłębiących się myśli – wspomina Maria.</p>
<p>– W poniedziałek rano, to był 21 albo 22 sierpnia, zaczęłam szukać telefonu do tego szpitala. Znalazłam do pani Agnieszki i zadzwoniłam do niej. Usłyszałam, jakie badania są potrzebne.  Ona zaczęła kierować nową batalią o moje życie. Boże, odbierała każdy telefon ode mnie! To Anioł Stróż wszystkich kobiet chorych na rakiem – nazwała ją Maria.</p>
<p>W końcu Maria została zaproszona do Krakowa, do szpitala. Miała być we wtorek, o godzinie 18. Bardzo dobrze to pamięta, bo wtedy miała zapaść ostateczna decyzja, czy lekarze zakwalifikują ją do unijnego programu walki z rakiem przy użyciu robota. Bała się przez całą drogę.</p>
<p>– I co się okazało? Ginekolog z tego szpitala mundury u mnie kupował. Tak! Bo ja wcześniej pracowałam w takiej firmie, która szyła je dla wojska, policji i lotników. I on się u mnie ubierał. Dopóki nie upadliśmy, ma się rozumieć – co odkryła pani Maria w Krakowie już podczas pierwszej wizyty.<br />
Jeszcze zanim dostała ostateczną informację z krakowskiego szpitala „z innym sercem wracała do domu”. – Było mi tak jakoś lżej. Pewnie też dlatego, że usłyszałam, że rak u mnie nie jest jeszcze zaawansowany. I że mam szanse na zabieg robotem – wspomina.</p>
<p>Do zabiegu została ostatecznie zakwalifikowana, o czym dowiedziała się po kilku dniach. Zabieg w publicznym szpitalu odwołała.<br />
– Jest już  15 września. Jestem w Krakowie. Ja i kilka innych kobiet czekamy na operacje robotyczne. Nic już nie jemy, zakładamy pończochy na zakrzepy. Jest 7.30 – przychodzi anestezjolog. Czas na salę operacyjną – wspomina Maria.</p>
<p>Potem – jak wszystkie pacjentki – zostaje znieczulona do zabiegu. Pamięta, że gdy się już obudziła bardzo chciało się jej pić. A jeszcze potem z pobytu w szpitalu jedzenie. Bo było bardzo dobre. – Na FB widzi się tyle zdjęć i opisów, jak źle karmią w szpitalach. A tu rarytas za rarytasem! – wspomina.</p>
<p>Z trudem znajduje słowa, żeby podziękować za zaangażowanie, opiekę i wsparcie wszystkim pracownikom krakowskiego szpitala. Prawie przy tym płacze.<br />
Kilka tygodni po zabiegu pani Maria zgłosiła się do Szpitala na Klinach po pooperacyjny wynik histopatologiczny: – Wspaniała sprawa. Jestem czysta. Nie mam raka! Wracamy na budowę, Boże Narodzenie tuż, tuż…</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl/historie_pacjentow/maria-60-lat-rak-endometrium/">Maria, 60 lat, rak endometrium</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://oldwww.szpitalnaklinach.pl">Szpital na Klinach</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
